Tak naprawdę, to się ... wqrwiłem ... na maxa.
W pracy Ewa, w pracy. Że się nie odzywasz, że nie mamy szans być razem, że tamto siamto, nie denerwuję się. A może.
Nie. Natomiast w pracy, niby wygrałem, niby rozdaję karty. ALE muszę się użerać, muszę znosić fochy miny złośliwości, oraz brak kompetencji, wodę sodową, puszenie ... puszystej ... (musiałem :) ) i kilka innych mało sympatycznych rzeczy. Muszę, znoszę ... a wcale nie muszę. Nie mam zamiaru niszczyć sobie zdrowia. Że przesadzam. Nawet jeśli. To moja sprawa. A poza tym, uważam, sądzę, czuję, myślę, wydaje mi się ...ŻE WYGRAM JAK ODEJDĘ ... bo tylko wtedy będzie naprawdę widać co kto jak. TAK MI SIĘ WYDAJE.
Dobra koniec o robocie, trzeba zakończyć tę telenowele.
O pogodzie Ci opowiem, zimno, szaro ale grudzień i tak czy owak święta czuć. Cholerka, znowu śliski temat, imieniny, wigilia, rodzinna atmosfera.
Kurde Ewa, ja chyba z Marsa jestem, że jestem obcy to pewne. Ale z marsa bo, małą wojnę w sobie mieć, muszę.
No to kończę, pisanie. Na dziś, na teraz, muszę się ogarnąć, położyć, by potem wstać.
I sobie pójść, a co droga przyniesie, w którą pójdę stronę, kogo spotkam, kto spotka mnie, się okaże.
Chciałbym teraz usiąść, obok Ciebie. Nie musiałbym się kłaść, by wstać. Nawet jak bym się położył, to bym nie leżał.
Trzymaj się. Ewa.
Nie, to nie. Widocznie nie chcesz rozmawiać, w sensie, nie chcesz się dogadać. Może nie możesz, dupa, możesz, jeśli byś chciała to byś mogła. Ewka Ewka. A że ja nie jestem święty, hm ... postaram się poprawić. Szkoda kurwa że, nie dla nas. Dobranoc.
Komentarze
Prześlij komentarz