Zjadłem ostatnie, marcepanowe serduszko. Są tak zapakowane że kojarzą mi się jak wskaźnik poziomu, prądu, paliwa, miłości.
Zjadłem, licznik spadł do zera i wtedy ... dzwonisz przeważnie.
Miałaś, straszny głos. Rozmowa,jak rozmowa, dwojga ... nie mogących, nie chcących, nie potrafiących powiedzieć wszystkiego ludzi, kochanków ... ludzi. Jacy z nas kochankowie. Głos ... tylko głos się liczy. Słowa to tylko słowa. Ten głos, Ewa ... mnie poruszył. Czy zmienił, tego nie mogę być pewien. PORUSZYŁ to pewne. Pokazał coś, także na pewno. Ewa. Czuję że jest inaczej. Kolejny krok. Poziom.
Dobranoc.
P.S.
Łamię trochę, umowę. Troszkę. Choć, może nie łamię. Choć może, nie ma, umowy. Marudzę, wiem. Ale chciałem byś wiedziała.
Mimo że to, szczegół. BO LICZY SIĘ GŁOS. Dzisiejszy ton, barwa, siła, słabość. Dobranoc.
Nie, to nie. Widocznie nie chcesz rozmawiać, w sensie, nie chcesz się dogadać. Może nie możesz, dupa, możesz, jeśli byś chciała to byś mogła. Ewka Ewka. A że ja nie jestem święty, hm ... postaram się poprawić. Szkoda kurwa że, nie dla nas. Dobranoc.
Komentarze
Prześlij komentarz