Nie da się ukryć że to jest cios, spodziewałem się czegoś, sytuacja dojrzewała do zmian, jednak to jest cios.
Jako dżentelmen nie mogę opisać osoby, kusi ale NIE.
Ona nie istnieje. Sama sobie zapłaci.
A szef, wymownie spuścił oczy, to moje moralne zwycięstwo.
Tyle, nie ma się co roztrząsać, trzeba po prostu iść dalej. Swoją drogą.
Na fuchę dziś nie idę, muszę ochłonąć. Jeden dzień nie zmieni mnie w krezusa a może też nie uczyni nędzarzem.
To wszystko dotyka , trochę nawet boli ale i tak myślę o Ewie.
Nie pisze trzeci dzień, można by się zastanawiać jaki, jaki cios z tamtej strony padnie.
Można, ale się nie zastanawiam bo to nic nie zmieni, ja Ją kocham.
Napisze, nie napisze, dobre, złe, namiętne czy oschłe słowa nie zmienią tego że jest daleko, że nie mogę dotknąć.
Że nie możemy ... BYĆ.
Już mi lepiej trochę, to napięcie w pracy mnie zmęczyło, moją głowę.
Za oknem zimno ale jest trochę słońca, zadzwonił pan w sprawie pokoju, martwię się o słabnący wzrok, o kolano czułe na przemęczanie,
boję się że nie dam rady, jednak nadzieja jeszcze nie umarła ... chyba.
Nie, to nie. Widocznie nie chcesz rozmawiać, w sensie, nie chcesz się dogadać. Może nie możesz, dupa, możesz, jeśli byś chciała to byś mogła. Ewka Ewka. A że ja nie jestem święty, hm ... postaram się poprawić. Szkoda kurwa że, nie dla nas. Dobranoc.
Komentarze
Prześlij komentarz